Luty 2019

W lutym zobaczyłam śnieg dopiero 300 kilometrów od domu, ciągle mi go mało, ale wyjazd na narty, choć krótki, lecz intensywny, wykorzystałam na maxa. Skoro u nas brak śniegu a już nawet zawitała wiosna to nie zostało nic innego jak tylko cieszyć się ze słońca. Nazbierało się kilka fotek z tego miesiąca, więc je tu wklejam, żeby nie „kurzyły” się w telefonie.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek otwierała sezon grilowy w lutym…

Sama natura, nic dodać nic ująć.

Nie ulegam modzie na must have’y mające zdziałać cuda, tutaj jednak zrobiłam mały wyjątek i byłam w szoku. Jedwabna gumka do włosów to sztos. Po zwykłej gumce zawsze (!) miałam włosy powykręcane w każdą stronę a od tej jedwabnej w ogóle się nie łamią.

Wideo z naszego krótkiego wyjazdu tutaj.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. W tym wpisie można poczytać o drewnie w łazience.

Kawy nie lubię, ale Inką z miliardem czekoladowych gwiazdek Magic Stars nie pogardzę.

Ktoś tu poczuł wiosnę. | Mistrzyni kamuflażu.
Jak burgery w okolicach Gorzowa to tylko w Landsburgerze. | Nowy film na Dzień Kobiet.

Jak można nie lubić zimy?!

 

Not a Fashion Victim #3 Walentynki

Ja w tym roku w Walentynki będę śmigać na nartach, choć mamy zamiar wybrać się na jakąś kolację będąc w górach to i tak zapewne naciągnę na tyłek jakieś ocieplane spodnie. Mimo to i tak wrzucę do walizki małą czarną, która według mnie nie musi kobiety wyróżniać w tłumie, aby ta wyglądała dobrze. A, i zamiast cekinów wystraczy uśmiech ; )

 

Not a Fashion Victim #2

Cieszę się, że mieszkam w tej części świata gdzie mamy cztery pory roku, zwariowałabym gdybym musiała cały rok pocić się w Miami. Moją ulubioną porą jest zima, w prawdzie nie taka, która była u mnie w mieście przez ostatnie kilka lat, bo tego zimą nazwać nie można, ale taka mroźna i biała. Dlatego jak tylko spadło trochę śniegu, a słońce rozgoniło chmury złapałam za aparat i pojechałam do lasu, żeby poczuć trochę zimowego klimatu, który przypomina mi czas naszych grudniowych wyjazdów w góry. To co mam na sobie (nie jestem zwolenniczką słów „outfit of the day” lub co gorsze „stylizacja”, bo kojarzy mi sie z misternie dobranymi do siebie częściami garderoby, nad których doborem ktoś stracił dwie godziny) to standardowe połączenie, kiedy akurat nie mam na tyłku grubych spodni narciarskich i nart na nogach. Kurtkę narciarską zamieniam na tę puchową (która jest bardzo ciepła i pochodzi z działu dziecięcego ; ) a sztywne buty do nart na lekkie śniegowce. Melanżowy sweter kojarzy mi się typowo z górami, zawsze go tam ze sobą zabieram.

Not a Fashion Victim #1

Cięzko było mi wymyślić tytuł do tego posta, bo nie uważam się za guru mody, ale wiem jedno – wolę się ubierać niż przebierać. Kompletnie nie rozumiem ubierania białych, wysokich skarpet do skórzanych klapeczek Gucci przy akompaniamencie spodniczki w panterkę. Wiele blogerek modowych (nazwałabym je raczej „fashion victims”) pokazuje fotki perfekcyjnie dopieszczonych „outfitów”, których żadna kobieta na co dzień nie mogłaby włożyć na siebie np. do pracy. Na luźną koszulę wciśnięta obcisła sukienka na ramiączkach? Nope. Wolę coś na pozór zwykłego i niewyróżniającego się a jednocześnie klasycznego, prostego i schludnego. W jeansach i prostej koszulce będziemy wyglądać o niebo lepiej niż w dziwacznych strojach z balu przebierańców. Jeansy to mój ulubiony model Levi’s 721 High Rise Skinny a golf z Selected Femme w 50% składa się z wełny dzięki czemu jest ciepły mimo tego, że jest dość cienki i do tego nie gryzie. Delikatna apaszka we włosach dodaje uroku i ożywia nieco czerń i granat.