Co zwiedzić w Paryżu?

Nie mam na swojej „bucket liście” żadnych Malediwów czy Zanzibarów, choć jasne, jeśli ktoś wrzuciłby mi do skrzynki bilet z notatką „Leć, wszystko załatwione” to bym nie narzekała (do Toskanii, poproszę), jednak Paryż był moją małą obsesją na tej niezbyt wymagającej liście. Teraz w końcu mogę powiedzieć „byłam, zobaczyłam” i podzielić się kilkoma miejscówkami, także tymi, o których nie wie każdy turysta, bo w ten sposób chciałam podejść do tego miasta.

click for english

There are no Maldives or Zanzibar on my bucket list, but jeah, if I found a ticket in my mailbox with a note ‚Go girl, do not worry about anything’ I obviously wouldn’t complain (to Tuscany, please). Paris, though has been my little obsession on this not too demanding list. Now I can finally say ‚I’ve been there, I’ve seen it’ and I can share a few worth seeing places, also those of which not every tourist knows because this was the way I wanted to see this city.

The Eiffel Tower. Sure thing right? However I didn’t care about sitting at its foot among hundreds of tourists or making selfie pretending to hold its top (please, no). I wanted to see it from a slightly different angle, like in the old, black and white photographs, somewhere between tress or buildings. I didn’t even wanted to go up the Eiffel Tower (but I did and I don’t regret). Th Iron Lady looks outstanding not only when you stand right under it.

Tuileries Garden. While surfing on the Internet I came across a photo of cute, green chairs standing with no rhyme or reason near a fountain. I discovered it was Paris and its Tuileries Gardens, stretching out from Place de la Concorde to Triumphal arch near the Louvre. PS Luxembourg Gardens are beautiful too!

Where to eat. Charming cafes in Paris one cannot count, I should go there a few times in a year to say where to eat or not to eat. Before I went to Paris I looked up some info about recommended places, not only to taste good food but also to sit, enjoy and drink some good wine. My choice was Cafe Charlot (38 Rue de Bretagne, 75003 Paris), it is a place where locals always come back and tourists do not go that far. They have really tasty but not too cheap burgers. Right next to Cafe Charlot, there is Laduree bakery, in which you just have to try their macarons. Protip: do not buy them in any other places than Laduree because they have not the original taste! I really liked the one with salted caramel.

Seine cruise. I didn’t know what to expect, so I thought it wiil be nice if my husband take me for a cruise and ooops I didn’t see that coming! It was hilarious! The best time for going on the cruise is right just before the sun sets, when all those beautiful buildings start to look magical by the streets light. At the end of the cruise, you can see the Eiffel Tower on which hundreds of light spots blink for 3minutes every hour.

Louvre and Grand Palais. I am not any connoisseur of art, maybe that is why interior of Louvre took my heart more than the works of art themselves. Magnificent tiles on the floor and stone walls really can take your breath away and frankly speaking I liked them more than looking at the crowd trying to take a photo of Mona Lisa (you can find better on Google, really). All in all, everyone will find something for himself, so it is worth visiting Louvre. Protip: smaller queues are at the underground entrance in Carrousel de Louvre gallery (99 Rue de Rivoli, 75001 Paris). Grand Palais we visited by an accident, I didn’t even realise that this is an exhibition hall. I always thought that I would admire this incredible construction only on the Internet (see how Lagerfeld had made a smaller version of Eiffel Tower built in there). The construction from the inside is impressive, we could admire old fashionned cars from 60s and 70s.

There is more than antique. I had a feeling that people in Paris are constantly running, by the most known attractions beside hundreds of tourists, unfortunatelly one can see a lot of importunate immigrants, who try to sell you souvenirs. Do not look at them, just go ahead. It is a bit sad that those nice places are made so violated. It does not look good and people do not feel comfortable. I advise you to take a walk by calm, charming streets of Paris far from the tumult, the city is still beautiful and remains its climate.

Wieża Eiffla. Rzecz oczywista, jednak mi nie zależało, żeby siedzieć wśród setek turytów na trawie u jej stóp, czy robić sobie z nią zdjęcie z daleka udając, że trzymam ją za czubek (o zgrozo!). Chciałam podejść do niej trochę z innej strony, zobaczyć jak na starych, czarno-białych fotografiach, gdzieś pomiędzy drzewami i kamienicami. Nie czułam nawet potrzeby wjeżdzania na wieżę (mimo tego, że się wzbraniałam to i tak wlazłam tam po schodach na drugie piętro, ale nie żałuję). „Żelazna dama” wygląda nieziemsko nie tylko gdy stoi się tuż pod nią.

Tuileries Garden. Kiedyś w internecie natknęłam się na zdjęcie uroczych, zielonych krzesełek porozstawianych jakby bez ładu i składu przy fontannie. Odkryłam w końcu, że to Paryż i jego ogrody Tuileries, ciągnące się od Place de la Concorde do Łuku Triumfalnego niedaleko Luwru. Ps. ogrody Luksemburskie też są cudne!

Gdzie zjeść. Urokliwych kafejek w Paryżu jest na pęczki i musiałabym jeżdzić tam kilka razy w roku, żeby móc powiedzieć gdzie zjeść a gdzie nie. Dlatego przed wyjazdem poszukałam informacji na temat jakichś sprawdzonych miejscówek, żeby nie tylko dobrze zjeść, ale też posiedzieć i napić się dobrego wina. Wybór padł na Cafe Charlot (38 Rue de Bretagne, 75003 Paris), to miejsce jest jednym z takich gdzie wracają tubylcy, a turyści rzadko się zapuszczają. Mają na prawdę dobre, ale nie najtańsze burgery. Zaraz obok znajduje się cukiernnia Laduree, w której nie można nie spróbować przepysznych makaroników będąc w Paryżu. Protip: od razu uprzedzam, żeby nie kupować ich w innych miejscach jak Laduree, bo te podróbki nawet nie stały smakiem obok tych oryginalnych! Polecam smak solonego karmelu.

Luwr i Grand Palais. Koneserem sztuki nie jestem, więc pewnie dlatego bardziej zachwyciły mnie wnętrza Luwru jak same kolekcje dzieł. Piękne kafle na podłogach i kamienie na ścianach potrafią na prawdę zachwycić i szczerze mówiąc wolałam podziwiać to niż patrzyć na tłum ludzi próbujących przecisnąć się między sobą, żeby zrobić zdjęcie Mony Lisy (w googlach znajdziecie ładniejsze, serio). Tak czy owak, każdy znajdzie tam coś dla siebie, więc warto. Protip: mniejsze kolejki są od podziemnego wejścia przez galerię Carrousel de Louvre (99 Rue de Rivoli, 75001 Paris). Do Grand Palais trafiliśmy przypadkiem, bo wcześniej nie wiedziałam, że to tak na prawdę hala wystawowa. Myślałam, że jako szaraczkowi, pozostanie mi tylko przeglądanie fotek w interncie z niesamowitych pokazów Chanel, gdzie Lagerfeld postanowił wybudować tam małą wieżę Eiffla zobacz. Konstrukcja od środka robi wrażenie, a my dodatkowo trafiliśmy na wystawę aut z lat 60tych i 70tych.

Nie samymi zabytkami człowiek żyje. Miałam wrażenie, że ludzie w Paryżu cały czas są w biegu, przy największych atrakcjach oprócz setek turystów, niestety nie da się nie zauważyć imigrantów, którzy na każdym kroku będą wciskać Wam pamiątki. Unikajcie z nimi kontaktu wzrokowego i poprostu idźcie dalej. To trochę przykre, że takie miejsca są lekko mówiąc brukane. Nie wygląda to najlepiej i człowiek nie czuje się przez to swobodnie. Polecam, więc przejść się spokojnie  urokliwymi uliczkami Paryża z dala od zgiełku, tam miasto jest nadal piękne i zachowuje swój klimat.

Rejs po Sekwanie. Do tego na początku podeszłam z lekką rezerwą, co tam jakieś pływanie po rzece? Nie sprzeciwiałam się jednak, a niech mnie mąż zabierze na romantyczny wypadzik, w końcu to Paryż. Tutaj szczęka mi opadła, bo takich widoków się nie spodziewałam. Najlepsza pora na wybranie się w taki godzinny rejs to tuż przed zachodem słońca, kiedy te piękne budynki zaczynają być podświetlone, a wracając można zobaczyć wieżę Eiffla, na której lampki migoczą przez 3minuty o pełnej godzinie (ochów i achów nie było końca, piękny widok).

No cześć słońce!

Nogi poparzone od pokrzyw, pies mokry od wody w kanałku i prawdopodobnie podwozie w aucie do wymiany po mojej jeździe terenowej, żeby znaleźć jakąś miłą miejscówkę, ale nieważne, słońce jest! Bo już myślałam, że się nie zobaczymy!

click for english

Legs stung by nettles, wet dog and probably car suspension to repalce because of my off-road driving to search for some nice place, but who cares, the sun is finally here! I thought we would never see each other again!

Trocadero sunrise

Ralph Waldo Emerson stwierdził kiedyś, że „Anglia zbudowała Londyn na swój własny użytek, a Francja zbudowała Paryż dla całego świata” i trzeba przyznać mu rację. Paryż pełny jest turystów, co skutecznie zabija piękno niektórych miejsc, dlatego myśląc o Trocadero bardzo chciałam zobaczyć to miejsce o wschodzie słońca, kiedy większość przyjezdnych jeszcze śpi. Warto było wstać po 5 rano, żeby zobaczyć taki budzący się Paryż, bo parę godzin później nie byłoby sensu przepychać się między ludźmi.

click for english

Ralph Waldo Emerson once said that ‚England has built London for its own use, France has built Paris for the entire world’ and he was right. Paris is full of tourists, in my opinion, it effectively kills beauty of some places. That is why I wanted to see Trocadero at sunrise, when most of the sightseers sleep. It was worth waking up at 5am to See this awakening Paris because a few hours later it would not make any sense to push through the crowd.

Książki na maj

W styczniu pisałam o pozycjach napisanych przez Emilly Giffin, dzisiaj wracam do tej pisarki i jej dwóch książek, które trzeba przeczytać jedna po drugiej, bo są ze sobą powiązane. Co więcej, moje serce skradł magazyn kulturalno-kulinarny Kukbuk. Zapraszam więc na zdjęcia i trochę „gadaniny”.

„Coś pożyczonego” to pierwsza z dwuczęściowej powieści Giffin, w której główna bohaterka teoretycznie powinna wzbudzić niechęć czytelnika, ale autorka opisuje ją tak, że kibicujemy właśnie jej. Co takiego zrobiła Reachel, że nie powinniśmy obdarzać jej sympatią? Odbicie narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki to chyba najcięższy grzech w świecie kobiecej przyjaźni. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to się stało i czy ten romans przetrwał koniecznie sięgnijcie po „Coś pożyczonego” a gwarantuję, że będziecie przeżywać to zakazane uczucie razem z główną bohaterką.

Po pierwszej części czas na „Coś niebieskiego” czyli historię opowiedzianą oczami zdradzonej przez przyjaciółkę Darcy. Jak się okazuje, jej wersja wydarzeń wygląda trochę inaczej a sama Darcy nie jest tak pokrzywdzona jakby się wydawało. Książki Giffin nie należą do jakichś wybitnych dzieł literackich, ale z pewnością trzymają w napięciu i sprawiają, że chcesz jak najszybciej wrócić z pracy, żeby móc czytać dalej.

Nowych przepisów na obiadki szukam już tylko w internecie, te ciekawsze zapisuje sobie zarzutem ekranu na telefon bądź wysyłam sobie link na messengerze, tylko potem muszę się trochę naszukać, żeby coś odkopać. Do magazynów kulinarnych wcześniej nie zaglądałam, dopóki w moje ręce podczas pobytu w Sopocie nie wpadło jakieś stare wydanie Kukbuka. Przede wszystkim zaczarowały mnie zdjęcia, a wszyscy wiemy, że fotki potraw potrafią sprawić, że mamy ochotę trzasnąć drzwiami od biura i lecieć do domu do kuchni. Kukbuk jest bogato wyposażony nie tylko w przepisy, ale zawiera też mnóstwo ciekawych historii kucharzy, poszukiwaczy nowych smaków czy samego jedzenia z całego świata. Magazyn zawiera przepisy z ogólnodostępnych składników, które składają się na niebanalne potrawy, a warto czasem odstawić schaboszczaka na poczet czegoś innego.