Parisian vibe

Kto choć trochę lubuje się we francuskiej modzie a nie słyszał jeszcze takich nazwisk jak Jeanne Damas, Anne-Laure Mais czy Justine Soranzo to szybko musi nadrobić zaległości skrolująć chociażby ich instagramy (tutaj, tutaj i tutaj). Te dwie pierwsze paryżanki to założycielki marek odzieżowych w iście francuskim stylu. Szyk, powab i nutka nonszalancji – tak opisałabym je, ich marki Rouje i Musier Paris oraz styl większości Francuzek, ktore znane są z tego, że nie do końca przywiązują wagę do tego jak wyglądają a mimo wszystko kiedy się na nie patrzy odnosi się wrażenie, że są niemal perfekcyjne. Włosy układają trochę od niechcenia a i tak nie jeden powiedziałby, że dopiero co wyszly od fryzjera… ale nie o tym, bo osiągnąć ten francuski ‚effortless chic’ to nie lada wyzwanie. Kilka miesięcy temu trafiłam przypadkiem na stronę polskiej marki odzieżowej, w której z miejsca się zakochałam, a że byłam wtedy w ciąży to stwierdziłam, że muszę jeszcze trochę poczekać, żeby cokolwiek zamówić. Teraz mogę już szalec, choć to już końcówka kolekcji (bo zaraz wjeżdża ta wiosenno-letnia) to zdążyłam się jeszcze załapać na tę bluzkę ze zdjęć. Marka Gueve utrzymywana jest w estetyce ‚french chic’, która w ofercie ma bluzki i sukienki w delikatne printy nadające im romantyczny, paryski klimat. Magazyn Elle pokusił się nawet o porównanie Gueve do Realisation Par (kto nie chciałby mieć ich sukienki w szafie?). Ja się cieszę, że mamy w Polsce takich zdolnych ludzi, więc warto ich wspierać!

Kosmetyki naturalne na 2020 rok

Wkraczając w lata dwudzieste XXI wieku, jestem przekonana, że naturalne kosmetyki zrewolucjonizują rynek na dobre. Pojawia się coraz więcej nowych marek działających w idei natura i eko, a te ‚stare, dobrze znane wyjadacze’ zmieniają koncepcje i tworzą linie naturalnych produktów specjalnie dla wymagających już coraz więcej klientów. Poszukując takiej pielęgnacji warto przeszukać polski rynek, bo mamy u siebie naprawdę dobre produkty z godnym uwagi składem, a co więcej, ich twórcy coraz bardziej zwracają uwagę na to w co pakują swoje artykuły – co jest niewątpliwie dodatkowym atutem zwłaszcza w teraz, w erze plastiku.

Na polskie marki kosmetyczne zwracam uwagę przed tymi zagranicznymi, czytam opinie, choć dobrze wiem, ze każdemu może podpasować co innego. Kiedy jednak widzę, że dana marka reklamowana jest przez co drugą celebrytkę na Instagramie to moje zainteresowanie jakoś gaśnie, nie ufam komuś kto co drugi dzień pozuje w łazience z co rusz to innym kosmetykiem wychwalając jego cudowności. Tak, szczerze mówiąc, podchodziłam do Miya Cosmetics, aż jednego dnia do zakupu pomadki przekonała mnie sama modelka biorąca udział w zdjęciach produktowych na stronę sklepu, która bądź co bądź miała ją na sobie przez dłuższy czas niż tylko na 10 minut pozowania w domowej łazience i prezentowała oraz zachwalała ją z entuzjazmem. Z pomadkami miałam zawsze taki problem, że wysuszały mi usta, rolowały się i szybko znikały, więc zrezygnowana używałam ich sporadycznie. Byłam więc pozytywnie zaskoczona jak fajnie działa i wygląda ta pomadka od Miya. Usta ciągle były nawilżone, co dla mnie miało kluczowe znaczenie, dodatkowo kolor można regulować ilością nałożonych warstw, jedna będzie bardzo delikatna, jeśli nam za mało, dokładamy aż uzyskamy ten idealny odcień. Dodatkowe plusy to skład – w 92,9% sama natura oraz brak testów na zwierzętach.

Markę Resibo obserwuje już dłuższy czas, ale dopiero niedawno zdecydowałam się na pierwszy zakup. Powoli zakochiwałam się w ich InstaStory gdzie założycielka opowiada o składach, działaniu kosmetyków a także o dbaniu o środowisko. To serum wygładzające od razu mi podpasowało, bo oprócz tego, że miałam miękką, gładką i rozświetloną buzię to nie czułam potrzeby nakładania na nią kremu. Jestem z tych leniwych, którzy nie lubią maziać się kilkoma produktami na raz, więc samo serum było dla mnie idealnym rozwiązaniem. Ze względu na to, że produkt ma konsystencję olejku, czasem wklepywałam odrobinę pudru, by się nie świecić. Atut dodatkowy to ładny, delikatny zapach oraz szklane opakowanie z pipetką.

Olejek od Khadi to mój hit od lat, gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy i zapytał o kosmetyk, który faktycznie działa to bez zastanowienia odpowiedziałabym, że to olejek stymulujący porost włosów. Produkt ten działa dwojako, na skórę mojej głowy wpływa przyspieszając porost, z kolei u mojej mamy zatrzymywał wypadanie. Ten olejek wśród wszystkich wcierek, naft czy jajek wtartych w skórę głowy jako jedyny się sprawdzał. Nie dość, że włosy pięknie rosły to pojawiały się nowe baby hair. Zapach jest intensywny, typowo indyjski.

 

Domek z piernika

Do zrobienia domku z piernika zbierałam się już od kilku lat, w tym roku stwierdziłam, że nie odpuszczę. Przyznaję, więc szczerze to mój pierwszy raz, ale jak na debiut jestem naprawdę zadowolona. Od razu na wstępie napiszę kilka ważnych informacji jeśli ktoś zdecyduje się taki upiec a robi to po raz pierwszy jak ja: zarezerwuj duużo czasu i zbierz wszystkie swoje pokłady cierpliwości ; ) Szpryc glazura (lukier) nie zasycha w kilka sekund, więc sklejając domek trzeba będzie go chwilę przytrzymać rękoma – jeśli chcesz przyśpieszyć proces można zamiast lukru do sklejania roztopić cukier i kleić domek karmelem (mi się przypalał i za szybko zasychał, więc wolałam zacisnąć zęby i kleić lukrem). Proponuję zaopatrzyć się w suszarkę – trochę przyśpieszy proces zasychania szpryc glazury. Przed pieczeniem przygotuj szablon do wycinania domku – można zrobić samemu, ja podam Ci wymiary mojego szablonu, który wyszedł mi idealnie co do ilości ciasta. Podaję je na samym końcu wpisu. A! Zarezerwuj dodatkową godzinę na leżakowanie ciasta w lodówce! Możesz w tym czasie wyciąć szablon albo zrobić pranie ; ) Życzę powodzenia i wytrwałości, bo efekt końcowy wynagradza trudy!

Skład na domek:

250g miodu

60g masła

30g cukru pudru

30g cukru

dwa jajka

3 łyżeczki przyprawy do piernika

85g mąki kukurydzianej

300g mąki pszennej (plus sporo do podsypania)

pół łyżeczki proszku do pieczenia

Skład na lukier (szpryc glazurę):

białka z 2 sztuk jajek

2,5 łyżki cukru pudru (miej w zapasie troszkę więcej)

sok z połowy cytryny

W rondelku roztop masło z cukrem pudrem i dodaj miód. W misce połącz mąkę pszenną i kukurydzianą, cukier, jajka, przyprawę i proszek. Wlej składniki z rondelka do miski z mąką, wymieszaj, ugnieć i po zawinięciu w folię wstaw do lodówki na godzinę. Po tym czasie rozgrzej piekarnik do 170 stopni i rozwałkuj ciasto na około 5mm do wycięcia poszczególnych części. Przyłóż szablony, wytnij, rozłóż części na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmaruj białkiem i piecz około 20 minut (sprawdź po 15 minutach czy ciasto zaczyna się rumienić). W tym czasie przygotuj lukier. Po ostygnięciu ciasta kleimy domek: zacznij od spodu, przyłóż do niego ściankę z odciętymi drzwiami oraz jedną boczną – będą dla siebie stanowić podporę. Po chwili dołóż drugą ściankę oraz tył. Teraz czas na daszek – przyklej najpierw jeden i przytrzymaj go dłuższą chwilę, bo będzie się ześlizgiwał (pamiętaj, że możesz pomóc sobie suszarką), jeśli jedna strona już dobrze się trzyma, przyklej drugą. Jeśli chodzi o komin to lepiej przykleić go roztopionym cukrem (tak jak w przypadku serduszek na dachu) – zaoszczędzisz czas i zdrowie psychiczne ; ) Doklej drzwiczki i dekoruj według uznania – wierzę, że masz wysoce akrobatyczną wyobraźnię po samym fakcie zdecydowania się na zrobienie takiego domku ; ) Wymiary na szablon znajdują się na dole wpisu.

Ścianki boczne domku 2 sztuki (te z okienkami): 11,5cm x 12cm; przód z drzwiczkami: szerokość podstawy dolnej 12cm, idąc w górę ścianki się rozchodzą do 16cm, wysokość w najwyższym punkcie na środku 20cm, w najszerszych, bocznych punktach 12cm wysokości; spód ma wymiary 14,5cm x 14,5cm. Okienka i drzwiczki wytnij według uznania, jeśli chodzi o komin to mój ma 3cm szerokości, dłuższa ścianka ma 7cm, krótsza 4,5cm (krótszą z dłuższą trzeba połączyć ucinając szablon pod kątem; dach to połączone ze sobą i dociśnięte lekko do blachy wałeczki o szerokości około 1cm i jak widać różnych długościach (sugerowałam się prostokątem o wymiarach mniej więcej 15cm x 14cm).

Ps. Przepis na ciasto pożyczyłam od Pawła Małeckiego.

Co to jest hygge i jak to poczuć?

Piekąc świąteczne pierniczki w mroźny, ale słoneczny poranek, ubrana w ulubiony sweter i wełniane skarpety wydziergane przez moją babcię a to wszystko przy utworach Michael’a Buble przeżywałam swoje małe „hygge”. To słowo, pochodzące z Danii, nie ma dosłownego tłumaczenia, jest w rzeczywistości określeniem atmosfery, nastroju jaki towarzyszy nam podczas drobnych czynności. W okresie jesienno-zimowym hygge jest odczuwane bardziej intensywnie, to ten błogi stan kiedy w deszczowy wieczór zapalacie świeczki, lądujecie pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i ulubionym serialem czy książką, to właśnie to małe szczęście, uczucie wygody i przytulności. Mam wrażenie, że z wiekiem coraz mniej czuję nastrój świąt, więc skoro mamy już grudzień to hygge jest czymś czego teraz potrzeba mi najbardziej. Nic tak nie cieszy jak choinka czy delikatne ozdoby w domu zwiastujące nadejście Świąt, wystarczy nawet ciepłe światło lampek na gałązce świerku lub ostrokrzewie.

Cieplutkie, wełniane skarpety i koc to niezbędnik wieczornego kanapowicza. A jeśli ciągnę z sypialni do salonu kołdrę to znaczy, że mam hygge na całego. W okresie świątecznym fajnie jest dołożyć kilka nastrojowych poduszek na kanapę czy łóżko, od razu jest przytulniej i milej.

Czym byłoby hygge w wersji świątecznej bez zapachu wypieków? W tym wypadku najlepsze będą pierniczki, zróbmy ich mnóstwo tak, żeby towarzyszyły nam do samego Bożego Narodzenia. Uwielbiam zapach przypraw piernikowych (i mandarynek!), czuję wtedy takie ciepło domowe (pieczenie ciast jest chyba moim numerem jeden w nastroju hygge). Poniżej przepis na pierniczki pochodzący z bloga Asi  – O pietruszka! Koniecznie zajrzyjcie na jej Instagram, gwarantuję, że zostaniecie na dłużej ; )

50g masła

pół szklanki miodu

125g brązowego cukru

5 łyżeczek przyprawy do piernika (można zrobić taką samemu – u Asi znajdziecie przepis)

350g mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 jajka

Masło, miód, cukier i przyprawy podgrzejcie w rondelku do połączenia się składników, przestudźcie. W misce wymieszajcie mąkę z proszkiem do pieczenia i dodajcie jajka. Przestudzoną masę z miodem i masłem powoli dodawajcie do mąki miksując całość. Gdy składniki się wymieszają, zagniatajcie ciasto na stolnicy do czasu aż będzie miało jednolity, brązowy kolor. Ciasto podzielcie na kilka partii, rozwałkujcie na grubość ok 4-5mm i wycinajcie kształy. Pieczcie ok 8-10 minut w 180 stopniach (góra-dół). Możecie ozdobić je lukrem (przepis na lukier też u Asi).

Nie zapomnijcie o towarzystwie! Hygge to też spędzanie tych słodkich chwil z tymi najbliższymi. Chętnie poczytam jakie są Wasze sposoby na odczuwanie hygge; )