Not a Fashion Victim #2

Cieszę się, że mieszkam w tej części świata gdzie mamy cztery pory roku, zwariowałabym gdybym musiała cały rok pocić się w Miami. Moją ulubioną porą jest zima, w prawdzie nie taka, która była u mnie w mieście przez ostatnie kilka lat, bo tego zimą nazwać nie można, ale taka mroźna i biała. Dlatego jak tylko spadło trochę śniegu, a słońce rozgoniło chmury złapałam za aparat i pojechałam do lasu, żeby poczuć trochę zimowego klimatu, który przypomina mi czas naszych grudniowych wyjazdów w góry. To co mam na sobie (nie jestem zwolenniczką słów „outfit of the day” lub co gorsze „stylizacja”, bo kojarzy mi sie z misternie dobranymi do siebie częściami garderoby, nad których doborem ktoś stracił dwie godziny) to standardowe połączenie, kiedy akurat nie mam na tyłku grubych spodni narciarskich i nart na nogach. Kurtkę narciarską zamieniam na tę puchową (która jest bardzo ciepła i pochodzi z działu dziecięcego ; ) a sztywne buty do nart na lekkie śniegowce. Melanżowy sweter kojarzy mi się typowo z górami, zawsze go tam ze sobą zabieram.

Not a Fashion Victim #1

Cięzko było mi wymyślić tytuł do tego posta, bo nie uważam się za guru mody, ale wiem jedno – wolę się ubierać niż przebierać. Kompletnie nie rozumiem ubierania białych, wysokich skarpet do skórzanych klapeczek Gucci przy akompaniamencie spodniczki w panterkę. Wiele blogerek modowych (nazwałabym je raczej „fashion victims”) pokazuje fotki perfekcyjnie dopieszczonych „outfitów”, których żadna kobieta na co dzień nie mogłaby włożyć na siebie np. do pracy. Na luźną koszulę wciśnięta obcisła sukienka na ramiączkach? Nope. Wolę coś na pozór zwykłego i niewyróżniającego się a jednocześnie klasycznego, prostego i schludnego. W jeansach i prostej koszulce będziemy wyglądać o niebo lepiej niż w dziwacznych strojach z balu przebierańców. Jeansy to mój ulubiony model Levi’s 721 High Rise Skinny a golf z Selected Femme w 50% składa się z wełny dzięki czemu jest ciepły mimo tego, że jest dość cienki i do tego nie gryzie. Delikatna apaszka we włosach dodaje uroku i ożywia nieco czerń i granat.

Made in Poland

Pamiętam jak kiedyś moi rodzice jeździli do Niemiec na zakupy i jak ekscytacji nie było końca gdy przywieźli pierwsza mikrofalówkę czy zabawki, których jeszcze nie mieli sąsiedzi. Batony czy żelki były ‘lepsze’, bo były z Niemiec. Od zawsze fascynowało nas to co obce i to co wydawało się nieosiągalne. Nie wiem czy to co z metką ‘made in Poland’ kiedyś było niedoceniane czy po prostu słabe, ale teraz wiele się zmieniło. Uważam, ze słowa ‘dobre, bo Polskie’ pasują do tego posta jak ulał.

Od dłuższego czasu jestem fanką różnego rodzaju polskich produktów. Na rynku światowym w wielu dziedzinach stanowimy niemałą konkurencję dlatego jako Polka jestem z tego dumna i z chęcią wspieram polską gospodarkę poprzez kupowanie produktów rodzimych marek.

Z chęcią więc podrzucę Wam dzisiaj kilka polskich ‘metek’ wartych zwrócenia uwagi.

Marka Hibou to producent odzieży do spania oraz typu homewear. W ich ofercie znajdziecie spodenki czy bluzy z dobrej jakości bawełny. To bardzo wygodne, trwale i piękne w prostocie ciuchy. Zauważyłam, ze wiele kobiet nie zwraca uwagi na to w co przebiera się po powrocie do domu, ‘wskakują’ w stare dresy i rozciągnięte koszulki, bo tak jest im wygodnie – a dlaczego by nie wskoczyć w coś równie wygodnego, a co dodatkowo wyglądałoby ładnie i schludnie?

W tych legginsach można zarówno spać jak i chodzić na co dzień w domu (mi zdarza się nawet wyskoczyć na małe zakupy do sklepu;) Co ważne ani w legginsach ani dresach, które kupiłam w sklepie Hibou nie uwypuklają się kolana. Biała bluzka w V-neck i szara bluza to tez produkty marki Hibou.

Nie podobają mi się bluzki z neonowymi napisami i cekinowymi dodatkami, wolę raczej proste rzeczy. Takiej swojej ukochanej klasyki dopatrzyłam się w MLE Collection – to dobre jakościowo, minimalistyczne ciuchy, które szyte są w Polsce.

Ten ciepły sweter jest z zeszłorocznej kolekcji, ale w tym roku tez można znaleźć kilka innych ciekawych projektów.

Zasadę by wklepywać w siebie jak najmniej chemii wprowadzam systematycznie od długiego czasu, dlatego większość moich kosmetyków jest naturalnych. Na polskim rynku jedną z moich ulubionych jest marka Nacomi. To niedrogie, naturalne kosmetyki, mają ładne opakowania, dobrze pachną i działają. Szczególnie polecam arganowy krem do twarzy na noc oraz maskę do olejowania włosów z siedmioma olejkami.

Na zdjęciu powyżej maska do włosów jest jeszcze w starej wersji opakowania.

Skoro jest to też blog o tematyce pole dance’owej to grzechem byłoby nie wspomnieć o polskiej postaci ze sceny tego sportu. Jest oczywiście wiele Polek odnoszących sukcesy i będących inspiracją dla innych, ale moja ulubioną jest Kasia Bielecka. To silna poledancerka, która ma na swoim koncie kilka startów w zawodach i tytuły Polish Champion ’17 i ’18 oraz European Champion ’17. Jej instagram możecie zobaczyć tutaj.