Książki na maj

W styczniu pisałam o pozycjach napisanych przez Emilly Giffin, dzisiaj wracam do tej pisarki i jej dwóch książek, które trzeba przeczytać jedna po drugiej, bo są ze sobą powiązane. Co więcej, moje serce skradł magazyn kulturalno-kulinarny Kukbuk. Zapraszam więc na zdjęcia i trochę „gadaniny”.

„Coś pożyczonego” to pierwsza z dwuczęściowej powieści Giffin, w której główna bohaterka teoretycznie powinna wzbudzić niechęć czytelnika, ale autorka opisuje ją tak, że kibicujemy właśnie jej. Co takiego zrobiła Reachel, że nie powinniśmy obdarzać jej sympatią? Odbicie narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki to chyba najcięższy grzech w świecie kobiecej przyjaźni. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to się stało i czy ten romans przetrwał koniecznie sięgnijcie po „Coś pożyczonego” a gwarantuję, że będziecie przeżywać to zakazane uczucie razem z główną bohaterką.

Po pierwszej części czas na „Coś niebieskiego” czyli historię opowiedzianą oczami zdradzonej przez przyjaciółkę Darcy. Jak się okazuje, jej wersja wydarzeń wygląda trochę inaczej a sama Darcy nie jest tak pokrzywdzona jakby się wydawało. Książki Giffin nie należą do jakichś wybitnych dzieł literackich, ale z pewnością trzymają w napięciu i sprawiają, że chcesz jak najszybciej wrócić z pracy, żeby móc czytać dalej.

Nowych przepisów na obiadki szukam już tylko w internecie, te ciekawsze zapisuje sobie zarzutem ekranu na telefon bądź wysyłam sobie link na messengerze, tylko potem muszę się trochę naszukać, żeby coś odkopać. Do magazynów kulinarnych wcześniej nie zaglądałam, dopóki w moje ręce podczas pobytu w Sopocie nie wpadło jakieś stare wydanie Kukbuka. Przede wszystkim zaczarowały mnie zdjęcia, a wszyscy wiemy, że fotki potraw potrafią sprawić, że mamy ochotę trzasnąć drzwiami od biura i lecieć do domu do kuchni. Kukbuk jest bogato wyposażony nie tylko w przepisy, ale zawiera też mnóstwo ciekawych historii kucharzy, poszukiwaczy nowych smaków czy samego jedzenia z całego świata. Magazyn zawiera przepisy z ogólnodostępnych składników, które składają się na niebanalne potrawy, a warto czasem odstawić schaboszczaka na poczet czegoś innego.

 

Luty 2019

W lutym zobaczyłam śnieg dopiero 300 kilometrów od domu, ciągle mi go mało, ale wyjazd na narty, choć krótki, lecz intensywny, wykorzystałam na maxa. Skoro u nas brak śniegu a już nawet zawitała wiosna to nie zostało nic innego jak tylko cieszyć się ze słońca. Nazbierało się kilka fotek z tego miesiąca, więc je tu wklejam, żeby nie „kurzyły” się w telefonie.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek otwierała sezon grilowy w lutym…

Sama natura, nic dodać nic ująć.

Nie ulegam modzie na must have’y mające zdziałać cuda, tutaj jednak zrobiłam mały wyjątek i byłam w szoku. Jedwabna gumka do włosów to sztos. Po zwykłej gumce zawsze (!) miałam włosy powykręcane w każdą stronę a od tej jedwabnej w ogóle się nie łamią.

Wideo z naszego krótkiego wyjazdu tutaj.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. W tym wpisie można poczytać o drewnie w łazience.

Kawy nie lubię, ale Inką z miliardem czekoladowych gwiazdek Magic Stars nie pogardzę.

Ktoś tu poczuł wiosnę. | Mistrzyni kamuflażu.
Jak burgery w okolicach Gorzowa to tylko w Landsburgerze. | Nowy film na Dzień Kobiet.

Jak można nie lubić zimy?!

 

Drewno w łazience

Macie tak czasem, że wpadniecie na całkiem fajny pomysł, który może się jednak wydawać trochę niewykonalny i mówicie sobie „a dobra, nie przesadzaj” i wracacie do mycia garów? Ja też. Dlatego jeśli przypadkiem pomyśleliście o wpakowaniu drewna do łazienki – nie wracajcie do tych garów, bo ten pomysł jest genialny. Na pierwszy rzut oka drewno w łazience to bezsensowna idea, bo przecież wilgoć, bo woda itd. Nie pamiętam ani jednej osoby, która powiedziałaby nam, że to się uda. Dzisiaj bym się do nich wszystkich ładnie uśmiechnęła i zaprosiła do kibla.

Deski mamy na jednej ścianie i na suficie (tak, nawet nad prysznicem, my wariaci). Myśląc o drewnie w łazience na poważnie, musicie wiedzieć kilka rzeczy, zatem poniżej znajdziecie informacje, które ja chciałabym znaleźć gdy szukałam wsparcia przy tym drewnianym pomyśle. Po pierwsze rodzaj drewna. Musi być to drewno twarde, najlepiej egzotyczne, bo np. miękka sosna szybko spuchnie pod wpływem wilgoci. Wybierzcie np. modrzew syberyjski bądź teak (ten drugi jest trochę droższy, modrzew w zupełności wystarczy). Druga sprawa to dokładne zaimpregnowanie desek. My kupiliśmy takie, które u producenta były już zaimpregnowane ciśnieniowo dwa razy, ale dodatkowo sami zabezpieczyliśmy je jeszcze specjalnym olejem. Olej do impregnacji drewna znajdziecie w każdym sklepie budowlanym. Nasze deski zamawialiśmy przez internet (nie bójcie się zamawiać przez internet, on nie gryzie), więc olej kupiliśmy w pakiecie, specjalnie dobrany przez producenta. Nakładamy substancję z każdej strony deski, nie tylko z wierzchu i pamiętajcie o tym, żeby zaolejować też tą część, którą utniecie.

Kolejna sprawa to cyrkulacja powietrza. Po kąpieli najlepiej jest otworzyć okno, żeby wilgoć szybko wyparowała. My okna nie mamy, więc poprostu otwieramy drzwi od łazienki. Przy montowaniu desek trzeba pamiętać o dylatacji, czyli o kilkumiliterowej przestrzeni między deskami a także na końcu przy ścianie. Drewno pracuje, więc potrzebuje trochę miejsca tak jak jest w przypadku paneli podłogowych. Mówiąc już o samym montowaniu, desek nie przybijamy bezpośrednio do ściany, a tworzymy dla nich stelaż, który uwaga! też trzeba zaolejować. Pamiętajcie też aby śrubki był nierdzewne.

Sama pielęgnacja nie jest jakaś bardzo wymagająca, raz na jakiś czas przecieram deski miotełką do kurzu, a okolice toalety przemywam nawilżaną chusteczką do mycia łazienki (sprawa jest trochę utrudniona przez to, że powierzchnia desek jest chropowata, więc szmatka, czy chusteczka o nie zahacza). Drewno w łazience czy na tarasie powinno się raz na rok impregnować, my jeszcze tego nie robiliśmy – z czystego lenistwa, ale narazie nic się nie dzieje. Deski nie puchną, nie wybrzuszają się ani nie gniją. Polecam więc z całego serca, jak widać można mieć prawdziwe, naturalne drewno w łazience, bez konieczności kupowania imitacji w postaci płytek. Jeśli macie pytania, chętnie odpowiem.